TEST

Wielki Kack - Gdynia, Trójmiasto, dzielnica, aktualności, firmy, rozrywka

Czas 18:23
19 Maja 2012 (Sobota)
Jesteś zainteresowany reklamą na naszej stronie?
Prosimy o kontakt: reklama@wielkikack.pl - formularz
Zapraszamy także na nasze forum dyskusyjne.
http://forum.wielkikack.pl/
Działamy już: 1825 dni.
Strona startowa arrow Patroni naszych ulic nowy
Patroni naszych ulic PDF  | Drukuj |  Email

         Wielki Kack z pereferyjnej dzielnicy Gdyni stał się jedną z najpiękniejszych dzielnic miasta, doskonale skomunikowany, w bezpośrednim sąsiedztwie Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego z dogodnym dostępem do innych miast Trójmiasta.

         W ciągu ostatniej dekady w Wielkim Kacku kilkakrotnie zwiększyła się ilość mieszkańców, przybyło kilka tysięcy mieszkań oraz kilkanaście nowych ulic. Ulic, których patronami są postacie z mitologii kaszubskiej lub też miejscowi bohaterowie, często dla nowych mieszkańców są nieznani i egzotyczni. Aby nowi mieszkańcy utożsamiali się z naszą dzielnicą, włączyli w skuteczne działania dla poprawy jakości życia i wykazali więcej społecznej aktywności. Poznajmy patronów naszych ulic.

 

Ulica Damroki

         Damroka lub Damroca, Damrowa czyli po polsku Dąbrówka, córka Świętopełka. Tylko którego? Historycy maja problem, czy była córką Świętopełka, syna Racibora z Pomorza Dolnego, czy może Świętopełka, syna Mestwina I. W księgach zmarłych żukowskiego klasztoru odnotowano, że zmarła 25 maja 1224 roku jako córka Świętopełka, czyli pochodziła z rodu książęcego. Nie jest to jedyny problem z tą zacną , historyczną i legendarną niewiastą, założycielką kościoła w Chmielnie. Kolejna zagadka, to czyją była żoną, pomimo niechęci do związku małżeńskiego, istnieją podejrzenia, że była żoną Subisława II.

         Jedna z miejscowych legend, legend z Chmielna nie z Wielkiego Kacka mówi, że mieszkała w zamku położonym między jeziorami Kłodno i Białym na przepięknej kaszubskiej szwajcarii koło Chmielna. Zamek zniszczono w czasie najazdów szwedzkich. Inna legenda związana z Damroką opowiada o jej urodzie i samotności. Gdzie więc miejsce na jej męża? Skoro według legendy towarzyszyła jej obdarzona tajemna wiedzą, wierna służka.

         Przytoczona legenda opowiada jak na zamek Damroki napadł rycerz - zbójca i uprowadził niedostępną i dumną księżniczkę do swej siedziby, aby zmusić ją do małżeństwa. Uwięziona w wieży miała skruszeć i ulec rycerzowi przyjmując jego ,,zaloty”. Jednak wierna służka użyła swojej czarodziejskiej mocy zsyłając na zamek rycerza straszliwą burzę, a po dumną księżniczkę przyleciały łabędzie, które zabrały ją z powrotem do rodzinnego Chmielna. A siedzibę rozbójnika w gniewie zrównał z ziemią ojciec Damroki - Świętopełek.

         Po najeździe szwedzkim z legendarnego zamku księżniczki ostały się tylko drzwi i trzy dzwony z kaplicy zamkowej, które zapadły w otchłań jeziora Białego. Jak głosi legenda te dzwony ujrzała dziewczyna z wioski, która nad jeziorem prała bieliznę. Największy z dzwonów kołysząc się na fali zawołał do dziewczyny: ,,Ratuj nas!”. Lecz dziewczyna wątpiąc w swoje siły wyciągnęła tylko najmniejszy dzwon, zaś pozostałe z jękiem spiżowych serc zapadły w głąb jeziora i wszelki ślad po nich zaginął. Najmniejszy z dzwonów natomiast miał zawisnąć na kościelnej wieży w Chmielnie. Bogata w legendy kaszubska ziemia z tej przypowieści wysnuła morał o braku wiary we własne siły. Bez politycznych podtekstów i odniesień do obecnej  rzeczywistości chciałbym przytoczyć jeszcze legendę związaną ze złotymi drzwiami z zamku Damroki, której morał piętnuje i ostrzega przed skutkami niezgody. Według legendy rybacy wyłowili złote drzwi z głębin jeziora Białego, lecz w trakcie kłótni komu ma przypaść znalezisko, ciężkie drzwi przerwały sieć i wróciły bezpowrotnie w otchłań jeziora.

Zagadkowa księżniczka kaszubska Damroka jest patronem mało zagadkowej ulicy Wielkiego Kacka dzielnicy Gdyni.

 

Ulica Gryfa Pomorskiego

         Przez puste pola i łąki kilkanaście lat temu wytyczono drogę. Dziś jest to jedna z głównych ulic Wielkiego Kacka. W jej sąsiedztwie wyrosły nowoczesne zespoły mieszkalne, handlowe oraz rekreacyjne. Kto jest patronem oraz kogo lub co chcieli uhonorować gdyńscy radni podejmując uchwałę nr XXXVII/238/91 w dniu 20.11.1991r.? W uzasadnieniu do uchwały dotyczącej nadania nazwy ulicy Gryfa Pomorskiego w Wielkim Kacku czytamy:„…Proponowana nazwa nowej ulicy w Wielkim Kacku - ul.Gryfa Pomorskiego - ma nawiązywać nie tylko do gryfa jako godła i symbolu Pomorza i regionu kaszubskiego, ale przede wszystkim do nazwy jaką nosiła najliczniejsza na Pomorzy Tajna Organizacja Wojskowa działająca w czasie okupacji hitlerowskiej. Ulica tak nazwana miałaby upamiętniać trud, czyny zbrojne i liczne ofiary krwi złożone przez żołnierzy tej organizacji, a także cierpienia niektórych jej członków w okresie powojennym… ”.

         Od wieków symbolem Pomorza i kaszub jest mityczny gryf. To twór fantastyczny o rodowodzie orientalnym. Mógł wziąć się z Indii, Mezopotamii, Egiptu albo Scytii, leżącej na północ od Morza Czarnego. To w jednej postaci uskrzydlony lew i drapieżny ptak, najczęściej orzeł. Ma głowę, szpony i skrzydła- orła, natomiast tułów, łapy oraz ogon – lwa. Oczy ogniste, uszy prawdopodobnie końskie lub ośle. Wokół szyi, zamiast grzywy - grzebień z rybich płetw. Plecy gładkie lub opierzone, podbrzusze - przeważnie cętkowane (niczym u tygrysa) albo plamiste (jak u pantery). Jeśli ma pióra - to często nastroszone, wtedy ostrzegawczo unosił przednią nogę.

         Gryf to ptak mityczny, który nigdy nie istniał. Miał siłę, czujność i wściekłość lwa, bystry wzrok orła. Stworzyła go wyobraźnia ludzka przez połączenie orła z lwem. Króla wśród ptaków z królem wśród zwierząt. W legendach i podaniach występuje jako niezwykle silny twór, któremu żadna siła nie jest w stanie się oprzeć. Z tymi cechami utożsamiał się porucznik Józef Dambka, który wiosną 1940 roku określił ramy organizacyjne i statut Tajnej Organizacji Wojskowej „Gryf  Kaszubski”. Nauczyciel i patriota, urodzony w 1903 r. w Zdrojach na Pomorzu, został dowódcą  „Gryfa”, którego był założycielem i twórcą. Akces do tej konspiracyjnej organizacji składają małe grupy ukrywające się w lasach i na wybudowaniach. W tym czasie następuje szybki rozwój organizacyjny i terytorialny. Zasięg działania organizacji znacznie przekroczył tereny Kaszub. Objął swoim zasięgiem całe Kociewie i inne tereny Pomorza. Dowódca uważał, że aby „Gryf” stał się znaczącą siłą w walce z okupantem hitlerowskim, na jego czele powinna stanąć osoba wybitna, znana i o wielkim autorytecie. Por. Józef Damek rozszerzając działalność TOW „Gryf Kaszubski” nawiązuje kontakt z bohaterem narodowym na Pomorzu, z księdzem Józefem Wryczą, który w dodatku był podpułkownikiem. W nocy z 6 na 7 lipca 1941 r. w Czarnej Dąbrowie pow. Bytów, gdzie wówczas ukrywał się ks. Józef Wrycza, na zebraniu organizacyjnym przemianowano nazwę „Gryf Kaszubski” na „Gryf Pomorski”.

         Tajna Organizacja Wojskowa „Gryf Pomorski” szybko się rozrastała, dzięki autorytetowi ks. Józefa Wryczy i była doskonale zorganizowana dzięki por. Józefowi Dambke, który był dobrym konspiratorem. Niech świadczy o tym najdobitniej fakt, że jako mobilny i operatywny dowódca przez cztery i pół roku aż do 4 marca 1944 r., kiedy to zginął od kuli gestapowca Jana Kaszubowskiego vel Hansa Kassnera, nie tylko nie został aresztowany, ale nawet rozpoznany przez Niemców. Zginął w zasadzce, a jego ciało zostało przewiezione z Sikorzyna do Gołubia nad Jezioro Dąbrowskie i tutaj ugodzone dodatkowym strzałem. Miejsce pochówku Józefa Dambka nie jest znane. Niemcy dopiero po jego śmierci dowiedzieli się jak naprawdę się nazywał, wcześniej znali tylko jego pseudonimy „Jur” i „Lech”. Mityczny, a potem herbowy gryf zrósł się z Pomorzem do tego stopnia, że widnieje na wielu tarczach książąt pomorskich. Wiele pomorskich miast ma w swoich herbach gryfy. Dla przykładu godłem Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego jest postać czarnego gryfa na żółtym tle. Ponadto wręczane są medale, odznaki i statuetki nawiązujące swoją symboliką do gryfa i przyznawane za wybitne osiągnięcia dla regionu. Tak więc mieszkańcy ulicy, której patronem jest Gryf Pomorski mogą mieć pewność, że ich „rodzinne gniazda” są dobrze strzeżone przez czujnego i silnego mistycznego ptaka, który zapewni im pomyślność i dobrobyt.

 

         Wierzenia ludowe, nie tylko Kaszub, pełne są przesądów i wróżb. Korzeniami sięgają czasów pogańskich. Stanowią swoistą interpretacje trudnych do wytłumaczenia zjawisk otaczających człowieka. Należy pamiętać, ze pogaństwo na Pomorzu trwało prawie do końca XII w., wobec czego istniały sprzyjające warunki do rozwoju i przekazywania dawnych wierzeń, które w późniejszym czasie przejęły funkcje zabobonów. Chrześcijaństwo długo musiało je zwalczać. Nigdy nie znikły całkowicie, a mitologia pogańska i ludowa uległa przekształceniu zapożyczając pewnych motywów kościelnych, zwłaszcza biblijnych.

 

Ulica Krośniąt

         W lipcowym wydaniu ,,Wielkiego Kacka” opisałem legendarne olbrzymy. Przeciwieństwem stolemów w mniemaniu Kaszubów są kraśniaki, krośnięta, małe życzliwe domowe demony. Krośnięta, czyli krasnoludki, tj. kraśni ludzie ,,dobrzy, piękni ludzie”. Podobni we wszystkim do ludzi, mieszkający pod pniami drzew, szczególnie jabłoni, pod krzakami bzu w ogrodzie, a najchętniej pod deskami, czyli pod podłogą. Najczęściej niewidzialni, z dużą brodą i ubrani na czerwono. Bardzo często przebywają w oborach i stajniach, gdzie doglądają inwentarza, zwłaszcza konie. Zajmują się pielęgnowaniem koni i zaplataniem grzyw lub ogonów. Niestety piecza ta rozciąga się zwykle nad jednym, najspokojniejszym koniem, ze szkodą i krzywdą dla innych koni, którym zabierają obrok. Krasnoludki proszą czasem  o miskę mąki, ziemniaków lub dzbanuszek mleka. Przychylne dobrym ludziom i pomocne w biedzie, mogą także stawać się złośliwe. Za najmniejszą wyświadczoną przysługę okazują krośnięta wdzięczność, pomagają obierać ziemniaki, doić krowy, zagniatać chleb, zamiatać i sprzątać izby. Najczęściej jednak płacą złotymi monetami lub mierzwą końską, która po kilku godzinach zamienia się w złoto. Dziś przestano o nie dbać, a przecież poratowały nie jednego, że wspomnę tylko puckiego piekarza, którego ocaliły od głodu i licytacji. Nocą bowiem przyniosły mąkę do pustej piekarni i przygotowały wspaniałe wypieki, a w dodatku złote talary podrzuciły do skrzyni...

         Dawniej nie było gospodyni, która by czegoś w garnku nie zostawiła krośniętom do jedzenia i picia. Krośnięta niegościnnej gospodyni lub nieostrożnej i leniwej dziewczynie płatały figle.

Czy w dobie komputerów, samochodów i supermarketów, jest miejsce dla tych życzliwych skrzatów?

         Ulica Krośniąt w pełni zasługuje na swoją nazwę. Pięknie utrzymane i  przystrzyżone trawnikami oraz czyste chodniki, są zasługą mieszkańców, którym pomagają niewidzialne skrzaty. Krasna czyli piękna uliczka z zadbanymi domami i ogrodami jest wizytówką naszego miasta i dzielnicy.

         Przechadzając się wczesnym świtem tym bajkowym zakątkiem naszej dzielnicy, może spotkamy domowego skrzata, który niesie złote talary do gospodarskiej skrzyni. Może i nam podrzuci nieco talarów, jeśli zadbamy o swoje trawniki, ulice i chodniki.

 

         Tu, w krainie zamieszkałej przez Kaszubów, z dziada pradziada walczących z żywiołem morskim o własny byt, powstało wiele legend przekazywanych przyszłym pokoleniom. Opowiadane w skromnych izbach w długie jesienne i zimowe wieczory, przy ogniu zażywając tabakę - ,,wiadomo, knop, co nie tabaczy, nic nie znaczy”. Mitologia kaszubska nadaje specyficzny koloryt tej ziemi. Elementy przed chrześcijańskich wierzeń splatają się z opowiadaniami o tych, którzy nie wrócili z morza. Purtki, czyli psotne duchy i stolemy, towarzyszyły przez wieki w ciężkiej pracy miejscowej ludności. Poznajmy tych legendarnych towarzyszy, którzy są patronami naszych ulic i jak przed wiekami, tak i dzisiaj „żyją” obok nas.

 

Ulica Goska

         Gosk, jedyny władca Bałtyku, czyli Bóg morza, kaszubski Neptun. Jedna z najważniejszych postaci miejscowej mitologii. Władał wiatrem, sztormem i falami z pałacu na dnie morza. Gdy odpoczywał, Bałtyk był spokojny i fale nie mąciły jego powierzchni. Kiedy obchodził swe włości wiał lekki wiatr, który napełniał żagle rybackich łodzi. Lecz gdy Bóg morza wpadał w złość, sztorm burzył morze, groźne fale z hukiem biły o brzeg, a śmiałkowie, którzy na czas nie zdążyli dopłynąć do domów, ginęli w morskich odmętach. Gosk, darzony wielką czcią, współczuł rybakom w ich niedoli i biedzie.

         Gosk, choć ma królewskie pochodzenie i był darzony wielkim szacunkiem przez rybaków, nie znalazł należytego miejsca w kaszubskiej literaturze. Więcej miejsca poświęca się diabłom, a król odchodzi powoli w zapomnienie.

         Ulica w Wielkim Kacku, choć ma królewskiego patrona, to wyglądem przypomina raczej wiejski dukt - wąska, pełna dziur oczekuje na swój królewski wystrój. Nie królewskich kobierców potrzebuje, a utwardzonej nawierzchni i chodników, przychylności władz miasta i aktywności lokalnej społeczności, by godnie uhonorować królewskiego patrona.

 

         Wielki Kack to dynamicznie rozwijająca się dzielnica, gdzie tradycja kaszubskiej wsi, splata się z nowoczesnością, tak pięknego miasta jakim jest Gdynia. Obok wiejskich domostw wyrosły nowoczesne zespoły mieszkalne. Powstały nowe ulice, które nazwami nawiązują do kaszubskiej tradycji. Tradycji, która jest w pamięci rodowitych mieszkańców, a powoli poznawana i przejmowana przez nowych mieszkańców.

 

Ulica Maszopów

         Ulica Maszopów jest nawiązaniem do kaszubskiej tradycji i historii, to hołd dla ciężkiej i niebezpiecznej pracy rybaków.

         Bo kim był Maszop? Maszop to członek maszoperii, czyli związku rybaków morskich zajmujących się wspólnym połowem i podziałem ryb. O podziale ryb decydował wkład sprzętu rybackiego i pracy. Tak np. w Kuźnicy każdy rybak musiał posiadać co najmniej dziesięć żaków. Kierownik maszoperii, tzw. szyper, dzielił połowem wszystkich maszopów. Wdowa otrzymywała tylko połowę przydziału przypadającego na maszopa, o ile nie ciągnęła sieci, jeśli zaś szła do pomocy, otrzymywała cały przydział. Mogła ona także w swoim zastępstwie posłać dorastającego syna lub kogoś obcego, z którym dzieliła się swym przydziałem na połowę. Rybakom morskim szczególnie z Jastarni i Boru, dobry połów wróżył sen o drzewach, marny zaś połów i nierzadko nieszczęście wróżył sen o bursztynie.

         Każda osada rybacka ma swego patrona reprezentowanego zazwyczaj w kapliczce przydrożnej. Rybacy modlą się o dobry połów, zwłaszcza do św. Piotra, Mikołaja, a w Jastarni do św. Michała, zamawiając nabożeństwa w kościele, odbywając procesje w dni krzyżowe i w dniu św. Marka szczególnie na Helu i w Swarzenie. Wyjeżdżając na połów zdejmują czapkę i mówią: ,,Daj Boże, szczęśliwy połów”. W dzień Trzech Króli odbywała się zabawa rybacka, tzw. maszopskô. W święto to gromadzili się szëprowie ze swoimi załogami w chëczi jednego z rybaków, gdzie planowali roboty na rozpoczęty nowy rok. Przy okazji darowali sobie urazy, całując się jak bracia, nazywając się wzajemnie drëchami. Narada kończyła się poczęstunkiem i muzyką, czyli maszopską. W dawnych czasach na takiej naradzie podawano pucczé piwò, uchodzące za lepsze od gdańskiego. Trudne zajęcie i niebezpieczeństwo związane z żeglugą spowodowały wytworzenie się w społeczności Kaszubów pewnych zasad oraz norm ułatwiających wspólną pracę. Maszopi, członkowie maszoperii, związani byli między innymi zasadami równości i solidarności, cechami o których bardzo często zapominamy we współczesnym świecie.      

         Tradycja maszoperii sięga średniowiecza, ale i dzisiaj czasem używana jest przez kluby żeglarskie. Członkowie takiej żeglarskiej maszoperii składają się na wyposażenie i przygotowanie jachtu, na którym następnie pływają.

          W Belgii i Holandii po dziś dzień niektóre firmy, używają nazwy maatschappij do określenia formy działalności gospodarczej, którą prowadzą, np. VTM (Vlaamse Televisie Maatschappij -Telewizja Flamandzka), czy Koninklijke Lucktvaart Maatschappij – Królewskie Linie Lotnicze KLM.

         Może i dzisiaj należałoby wskrzesić towarzystwo czyli maszoperię, której inicjatywa i determinacja skutecznie doprowadziłaby ulicę Maszopów do stanu godnego nowoczesnej Gdyni.

 

Mity to nie tylko opowieści o wymyślonych diabłach, smokach czy bogach, to przede wszystkim opowieści o samym człowieku. O jego walce z siłami przyrody i konfliktach społecznych. O jego marzeniach, klęskach, zwycięstwach i nadziejach.

 

Ulica Stolemów

         Stolemy, według wierzeń ludowych, to dawne olbrzymy żyjące na Kaszubach. Zwyciężeni przez człowieka, nie przez jego siłę, lecz przez rozum. Mieli oni postać ludzką, nosili długie, jasne jak len włosy. Odznaczali się tak wysokim wzrostem, że gdy stąpali po dnie Zatoki Puckiej, to głowy wystawały im ponad fale. Stojąc zaś na przeciwnych brzegach jeziora mogli bez wysiłku podać sobie róg z tabaką. Pod nogami stolemów drżała ziemia, a gdzie stanęli, tam już nic nie rosło i stąd tyle nieurodzajnej ziemi i tyle falistych terenów na Kaszubach. O wielkości samej dłoni, niech świadczą rękawice, w których bez trudu mógł zmieścić się chłop z pługiem i parą wołów. Byli silni i wielcy jak skandynawscy bogowie, chociaż niewiele było w nich z północnej surowości i zła. Pięściami rozbijali głazy, wyrywali drzewa z korzeniami i w razie potrzeby rzucali w przeciwnika. Ta niezwykła siła pozwalała stolemom przyczynić się do ukształtowania dzisiejszego kaszubskiego krajobrazu. Na przykład, zielone kobierce łąk rozpościerają się dziś na miejscu zasypanych przez nich jezior. Śliczne ostrowy, wysepki oraz półwyspy na malowniczych jeziorkach, powstały przez zasypywanie jezior przez stolemy. Lecz w końcu, z powodu braku piasku musieli przerwać rozpoczętą pracę. Razem z piaskiem rzucali w jeziora całe lasy z korzeniami, które potem obumarły w wodzie i w skutek rozkładu zamieniły się z czasem w złoża torfu, będące do dziś dla Kaszubów tym, czym dla Śląska pokłady węgla. Rybacy z Półwyspu Helskiego przypisują tym olbrzymom usypanie mielizn w morzu, szczególnie w okolicach Kuźnicy.

         Dzisiaj stolemy są bohaterami ludowych opowieści, a niegdyś mianem stolema obdarzano wielkiego człowieka, olbrzyma.

         Ślady bytności tych olbrzymów i dziś można dostrzec na niejednej ulicy Wielkiego Kacka. Doliny i góry, zasypane piachem dziury, to niestety również jakże często spotykany widok w Naszej dzielnicy, a faliste bezdroża trudno nazwać ulicą.

 

         Książęta pomorscy, i ich rodziny byli prawdziwymi opiekunami dla swoich poddanych. Za ich troskliwym staraniem rozszerzała się wiara chrześcijańska, a za nią ogłada i pomyślność. Były to zacne i sprawiedliwe rody, godne kaszubskiej ziemi, godni patroni naszych ulic.

 

Ulica Witosławy

          Witosława (ok.1205r.-9 VII 1290r.), księżniczka kaszubska słynąca z mądrości, wybitna postać życia politycznego XIII-wiecznego Pomorza. Była córką Zwinisławy i Mściwoja I. Nosiła piękne, nieco zapomniane, staropolskie imię żeńskie, złożone z dwóch członów: Wit(o)-(„pan”, „władca”) i sława-(„sława”). Miało ono charakter życzący i oznaczało tą, która będzie sławną panią”.

         Próżno by szukać jakiejś Witosławy w Wielkim Kacku, ale równie ambitnych, mądrych i pracowitych panien znajdziemy wiele, nie tylko przy ulicy tej sławnej i zacnej księżniczki. Powróćmy jednak do historii czcigodnej patronki, która od najmłodszych lat życia była wychowywana i przygotowywana na mniszkę w rodzinnej fundacji, założonej przez ojca i matkę klasztoru norbertanek w Żukowie (1212/1214). W klasztorze pojawiła się prawdopodobnie po 1226 roku, po zniszczeniach spowodowanych tu najazdem Prusów i wymordowaniu mniszek. Jednak pierwszą wzmiankę o jej bytności w klasztorze żukowskim znajdujemy dopiero w roku 1246. Jako doskonała mediatorka, doprowadziła do ugody biskupa włocławskiego Michała z księciem Świętopełkiem, który był jej bratem. Zarządzając znakomicie dobrami klasztornymi, systematycznie wzbogacała je. Dzięki udanym mediacjom i pośrednictwu w sporach pomiędzy książętami pomorskimi oraz dostojnikami, uznawana była za znakomitą dyplomatkę. Przyczyniło się to do wspierania jej klasztoru licznymi nadaniami pomorskich książąt.

         Witosława, jako przeorysza zakonu norbertanek, spierała się z cystersami oliwskimi o dobra podarowane przez jej matkę - Zwinisławę, w roku 1209 norbertankom żukowskim. Świętopełek większą ich część podarował klasztorowi oliwskiemu, aktem z dnia 23 kwietnia 1224 roku. Dziś, jedna z dzielnic Gdyni, ale kiedyś żyzna Kępa Oksywska, oddzielona wodą od lądu w czasach przedhistorycznych, gęsto zaludniona, czego dowodzą cmentarzyska pogańskie, była przedmiotem sporu w czasach chrześcijańskich. Spór jaki powstał pomiędzy klasztorami próbowano rozstrzygnąć polubownie w roku 1281. Cystersi nie dotrzymali warunków ugody i w 1289 roku Witosława ponownie prowadziła rokowania z cystersami oliwskimi. Jednak i tym razem nie doszło do zgody, a sam spór ciągnął się jeszcze kilkanaście lat. Norbertanki zatrzymały Oksywie, Pogórze i kilka miejscowości dziś zaginionych i zapomnianych, reszta kępy przypadła cystersom. 9 VII 1290 nekrolog żukowski odnotował śmierć ,,Miłosławy”, siostry Świętopełka, nie ulega wątpliwości, iż chodzi tu o Witosławę. 

Za czasów przeoryszy Witosławy nastąpił rozwój gospodarczy i terytorialny zakonu.

         Korzystając z pozostawionej im swobody, nie zapominały również o swojej misji szerzenia działalności oświatowej. Prowadziły placówki edukacyjne, w których uczyły czytania, pisania, śpiewu, haftu. U dziewcząt wyrabiały też takie cechy jak: punktualność, obowiązkowość, zamiłowanie do porządku czy spokojne zachowanie. Cechy, które są mile widziane i cenione w każdych czasach.

 

         Przeglądając z zainteresowaniem najnowszą publikacje dotyczącą naszego miasta czyli „Encyklopedię Gdyni” ze zdziwieniem przeczytałem, że jedna z pomorskich księżniczek Zwinisława jest patronką ulicy w Małym Kacku. Na szczęście nadal obowiązuje Uchwała RM Gdyni nr XXVIII/468/96 z dnia 27 listopada 1996 roku nadająca imię Zwinisławy jednej z ulic w Wielkim Kacku. I tu pojawia się problem, która z pomorskich księżniczek została uhonorowana przez rajców i została patronką ulicy. Może podając ogólnikowo w Uchwale ,,Zwinisława ulica Gdyni”, autorzy Uchwały pragnęli uhonorować jednocześnie obie zacne szlachcianki. Aby nie faworyzować żadnej z księżniczek pokrótce przedstawię te postacie, a czytelnik niech dokona indywidualnego i demokratycznego wyboru, która z pań bliższa jest jego sercu i powinna patronować ulicy Wielkiego Kacka 

 

Ulica Zwinisławy

         Zwinisława lub Swinisława (ok.1170/5-1230/40), żona Mściwoja I ks. Pom. Gd.. Przypuszczalny termin urodzin ustalono na podstawie urodzeń starszych dzieci, czyli najpóźniej mogła się urodzić ok. roku 1175. Ze związku z Mściwojem I pochodziło co najmniej 8-9 dzieci: Świętopełek, Wracisław I, Sambor II,  Mirosława, żona ks. Po.. Zach. Bogusława II, Racibor, Witosława, przełożona norbertanek żukowskich i dwie mniszki w tym klasztorze, prawdopodobnie Salomea oraz Jadwiga, uchodząca za żonę Władysława Odonica, ks. wielkopolskiego.

         Zwinisława, żona ksiecia Mściwoja I darowała w 1209 r Kępę Oksywską klasztorowi sióstr Norbertanek z Żukowa, a jego syn Świętopełk II aktem z 23 kwietnia 1224 r przekazał większą część Kępy Cystersom z Oliwy. Spór o własność rozstrzygnięto dopiero po stu latach. W dokumencie fundacyjnym klasztoru jej mąż występuje jako główny wystawca aktu i używa skromnej tytulatury ,,princeps in Danzk”. Jego żona zaś otwiera listę świadków i otrzymuje tytuł „ducissa”. Pochodzenie Zwinisławy nie jest znane, a użyty tytuł  „ducissa” zwykle uznaje się za dowód zajmowania przez nią wysokiego stanowiska, które najłatwiej wytłumaczyć książęcym pochodzeniem. Jej zgon 4 IX  odnotował nekrolog oliwski. Pochowana w Oliwie obok męża lub w Żukowie. Data roczna śmierci jest sporna.

         Druga księżniczka pomorska jest osobą mniej znaną, ale z obowiązku przedstawiam tę postać mieszkańcom Wielkiego Kacka.

         Zwinisława (ok.1240-1280), księżniczka pomorska , która była córką ks. lubiszewsko - tczewskiego Sambora II i Matyldy, córki władcy meklemburskiego Henryka Borzywoja II. W źródłach historycznych występuje 29 VI 1258 w związku z aktem fundacyjnym ojca na rzecz klasztoru cystersów w Pogódkach (przeniesionego później do Pelplina).Wymieniona jest jako pierwsza z córek przed Eufemią, Salomeą i Geretrudą. Zwinisława była druga córką Sambora II i Matyldy, ale trzecim dzieckiem tej pary, gdyż jej przyjście na świat poprzedziły narodziny brata, Subisława. Zwinisława była żona małopolskiego możnowładcy Dobiesława Sądowica z rodu Odrowążów. Niektórzy uważają ten związek za mezalians, gdyż starsza siostra, Małgorzata, została królową duńską, żoną Krzysztofa I, dwie młodsze wydano zaś za książąt piastowskich.

 

űródło Marii

         űródło Marii, jeden z najpiękniejszych zakątków Wielkiego Kacka, przez miejscowych Kaszubów zwane Brzäczką, jest miejscem kultu religijnego i rekreacji nie tylko dla mieszkańców Gdyni i dzielnicy. Po pierwszym rozbiorze w 1772r. Prusy uzyskały województwo pomorski, a Gdynia i okolice zostały oddane zwierzchnictwu urzędnika pruskiego w Mostach, dlatego też miejsce te zwane było Kaiser Quelle czyli Carskie űródło. Podpisany 28 czerwca 1919r. w Wersalu traktat pokojowy przywracał Polsce część Pomorza i niewielki, bo tylko 72-kilometrowy dostęp do morza.

         W 1921 roku budowano linię kolejową Gdynia-Kokoszki, która miała omijać Wolne Miasto Gdańsk. Linia kolejowa przebiegała przez ówczesną wieś Wielki Kack. Z przekazów ustnych dawnych mieszkańców wynika, że doszło do groźnego wypadku w pobliżu źródełka, szczęśliwie obyło się bez ofiar śmiertelnych. W listopadzie 1921 roku ukończono budowę toru, a w maju 1922 roku w podzięce za ocalone życie jako wotum dziękczynne na cokole w źródełku ustawiono figurę Matki Boskiej. Uroczystego poświęcenia figurki Matki Boskiej dokonał pierwszy proboszcz parafii wielkokackiej ks. Melchior Bałach, parafii, którą utworzono w 1902 roku. Od maja 1922r. űródło Marii stało się miejscem kultu religijnego. W pięknym i urokliwym miejscu jakim była polanka przy źródle odbywały się zabawy taneczne i występy artystyczne. Wzrost eksportu węgla ze Śląska przez Gdynię głównie do Skandynawii, wymusił konieczność budowy tzw. kolejowej magistrali węglowej. W 1930 roku budowano nową linię kolejową, której przebieg istnieje do dzisiaj, a stary tor częściowo usunięto tworząc drogę. W latach siedemdziesiątych  budując ujęcie wody naturalne źródło „ujarzmiono”, pozostawiając figurkę, a tradycje kultu religijnego wspólnie podtrzymuje i tworzy kolejne pokolenie „kacan” oraz nowych mieszkańców dynamicznie rozwijającej się dzielnicy. Obecna, czwarta już figura, została poświęcenia 15 sierpnia 2006 roku przez metropolitę gdańskiego abp Tadeusza Gocłowskiego, a ofiarowana została przez duszpasterstwo przy parafii Św. Wawrzyńca, której proboszcz ks. prałat Ryszard Kwiatek, od początku patronował rewitalizacji tego pięknego zakątka, które łączy tradycje i nowoczesność pięknej dzielnicy jakim jest Wielki Kack.

 

Autor tekstów

Radny dzielnicy Wielki Kack

Mariusz Pająk

 
 
-->